Jedzenie w plenerze - Pissaladière

Od zawsze uwielbiam zimę, ale taka białą, śnieżną, nie szarą pluchę. Nie przeszkadzają mi nawet krótkie dni, bo lubię wieczory przy kominku i światła miasta. Tegoroczna zima była pierwszą naprawdę białą od lat i cieszyłam się nią jak dziecko - długie spacery z psami, wypady w góry, skrzypienie śniegu. Tak - biała zima mogłaby dla mnie trwać od listopada do marca. Topniejący śnieg przywitałam więc z dużą dozą sceptycyzmu - jak to? nie będzie już rzucania śnieżkami i robienie orzełków? Tę gorzką pigułkę, na szczęście, pomógł mi przełknąć fakt, że za oknem wyszło słońce a temperatura poszybowała w okolice 15 stopni. Ciesząc się przedwiośniem, uznaliśmy więc, że najwyższy czas na mały piknik. Nie pakowaliśmy co prawda kosza, ale zrobiliśmy herbatę to termosu, a ja z wyprzedzeniem przygotowałam pissaladière.

Jak jestem fanką zimy, tak samo kocham wytrawne wypieki, wszelki quiche, tarty, pizzę i chaczapuri pochłaniam aż mi się uszy trzęsą. Pissaladière robiłam już kilka razy i jako wielbicielce wyraźnych, słonych smaków, ten francuski placek przypadł mi do gustu od razu. Robiłam kilka wersji, ale najlepszą jest zdecydowanie ta Jeffreya Hamelmana. Ciasto jest chrupiące i mocno napowietrzone, a przy tym łatwe do zrobienia z podstawowych składników. Często używam go również do podpłomyków na śniadanie, ale gdy mam ochotę na królewski posiłek - pissaladière nie ma sobie równych. Bardzo polecam. Z przepisu wychodzą dwa duże placki. Zachęcam Was przy okazji tego wypieku do zaopatrzenia się w kamień do pizzy. Online można dostać taki już za około 40 złotych, a wypiekane na nim placki, czy to pizza, czy chaczapuri nie mają sobie równych. W warunkach domowych można uzyskać skórkę jak z pieca chlebowego.



Składniki do przygotwania bigi (16h wcześniej)

- 105g mąki chlebowej (7/8 szklanki)
- 68g letniej wody (1/4 szklanki)
- szczypta soli
- szczypta suchych drożdży

Wszystkie składniki wyrabiamy ręcznie lub mikserem z hakiem, przykrywamy folią spożywcza i odstawiamy na 12-16h w temperaturze pokojowej. Po podniesieniu się, ciasto powinno po tym czasie się lekko zapaść po środku.

Składniki na ciasto właściwe

- cały zaczyn z przepisu powyżej po 16h fermentacji
- 315g mąki chlebowej (2,5 szklanki)
- 105g mąki pszennej razowej (7/8 szklanki)
- łyżeczka soli
- łyżeczka suchych drożdży
- 2 łyżki oliwy z oliwek

Wszystkie składniki poza oliwą wyrabiamy ręcznie lub mikserem z hakiem na gładkie ciasto. Gdy będzie elastyczne, dolewamy oliwę z oliwek i wyrabiamy jeszcze kilka minut. Dobre wyrobienie ciasta gwarantuje nam później jego dobrą strukturę, dużo pęcherzy = dużo chrupkości. Wyrobione ciasto przykrywamy folią i odstawiamy do podwojenia objętości na około 2h w temperaturze pokojowej. Teraz możemy zabrać się za dodatki.

Dodatki

- 3 duże cebule pokrojone w cienkie piórka
- 2 ząbki czosnku
- 3 łyżki oliwy z oliwek
- łyżeczka tymianku, może być świeży lub suszony
- sól i pieprz do smaku
- słoiczek anchois dobrej jakości
- 75g czarnych oliwek (w oryginale nicejskich)

Na patelni na małym ogniu rozgrzewamy oliwę po czym dodajemy cebulę, mieszamy dokładnie, aby cebula pokryła się tłuszczem i dusimy na minimalnym ogniu przez około 25 minut często mieszając. Cebula powinna zbrązowieć od duszenia, a nie się smażyć. Kiedy nabierze bursztynowego odcienia, dodajemy dwa zmiażdżone ząbki czosnku, tymianek, pieprz oraz sól i dusimy całość jeszcze 5 minut. Odstawiamy do ostygnięcia.

Do piekarnika wkładamy kamień do pizzy i rozgrzewamy go do najwyższej możliwej temperatury, u mnie to 250 stopni.

Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części, podsypujemy mąką i rozciągamy na placki o wymiarach około 30x40cm. Na placki wykładamy duszoną cebulę zostawiając około dwucentymetrowy brzeg. Na cebuli układamy kratkę z filecików anchois a w powstałe romby wkładamy po oliwce. Odstawiamy placki pod przykryciem, aby trochę podrosły w czasie jak nagrzewa się piekarnik. Za pomocą łopaty wkładamy placek na rozgrzany kamień i pieczemy do zezłocenia brzegów, ja piekę około 15-20 minut, bo lubię mocno chrupiący zrumieniony spód i przypieczoną cebulkę. Bardzo lubię serwować pissaladière z wytrawnym cydrem i mieszanką pikantnych sałat z prostym vinegrettem. Zachęcam do zrobienia.









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przepis na drożdżowe bułeczki z owocami

Syrop z lilaka / fioletowego bzu

Ulubiony chleb żytni