Domowy sos pomidorowy
Na wstępie pragnę zaznaczyć jedno: nie wolno przegapić sezonu na przetwory z pomidorów. I drugie: sezon właśnie się kończy. Dopóki można, oczywiście, jedzmy pomidory na świeżo, bo tak smakować nie będą jeszcze długo. Z mozzarellą, z ogórkiem, cebulką i kwaśną śmietaną, na kanapce ze świeżego chleba i na milion innych sposobów. Wiadomo jednak, że ilości, jaką dała matka natura nie można przejeść, dlatego chwytać za chochlę i garnki i przetwarzamy to czerwone złoto na sos, passatę, pulpę, czy jakkolwiek chcecie to nazwać.
Po pomidory, jeśli nie macie swoich, warto wybrać się targ. Ja w tym roku postawiłam skrzynki i krzaki obrodziły pięknie, ale podczas naszych kreteńskich wakacji przetrzebiła je zaraza ziemniaczana. Mądry Polak po szkodzie - w przyszłym roku będą opryski. Mieszkańcom Wrocławia polecam Targ Piast, gdzie za 20kg pomidorów Lima zapłaciłam 40 złotych . Inne odmiany, które nadają się na przetwory to bawole serce (te mam od teściowej i zjadam na pniu każdą ilość), orange banana i malinówki.
Potrzebujemy dowolną ilość pomidorów, trochę cebuli, czosnku i oliwę z wytłoczyn oliwek.
***
Pomidory dokładnie myjemy i rozkładamy do garnków, żeby zobaczyć ile ich będziemy potrzebować po czym odkładamy.
***
Obieramy i siekamy (niezbyt drobno) cebulę, a czosnek kroimy w plasterki. Ja na pięciolitrowy garnek daję cebulę wielkości dużego jabłka i trzy ząbki czosnku. Na trzylitrowy cebula wielkości papierówki i dwa ząbki czosnku itd.
***
Pomidory kroimy w ćwiartki, a mniejsze na połowy. Nie trzeba wykrawać gniazd.
Wrzucamy do garnków na rozgrzaną oliwę cebulę, a jak się zeszkli dodajemy czosnek. Podsmażamy do lekkiego zezłocenia i zalewamy wodą na 1-2cm wysokości garnka.
***
Dodajemy pomidory i czekamy... i czekamy... i czekamy. Wszystkiego około dwóch godzin pyrkania na wolnym ogniu bez przykrycia.
***
Po tym czasie, pomidory powinny się rozpaść. Jeśli widzimy większe kawałki, możemy im pomóc tłuczkiem do ziemniaków. Jeśli konsystencja przypomina teraz tę z drugiego zdjęcia poniżej, wyłączamy gaz i studzimy masę do temperatury pokojowej. Nie chcemy się bawić w pasteryzację, więc będziemy naszą masę blendować a gorące płyny tępią ostrza.


Komentarze
Prześlij komentarz