Kreta 2020 - wstęp i plaże

Pierwszym wpisem na blogu jest wpis o Krecie, bo właśnie z niej z Radkiem wróciliśmy, a podróże w parze z jedzeniem to coś, co tygrysy lubią najbardziej.
Kreta wjechała jako zastępstwo za nasze wakacje na Maderze, bo przez koronę odwołali loty na wyspę wiecznej wiosny. W aurze rozczarowania nie mieliśmy zbyt wysokich oczekiwań, a loty zagrały tak, że akurat padło na Chanię. Chcieliśmy opcji trekkingu, ciepełka, plaży, fal no i dobrego papu. Jakże się pomyliliśmy! Na szczęście w ten dobry sposób - rzeczywistość znacznie przerosła to, czego się spodziewaliśmy. Ta wyspa jest magiczna i zdecydowanie warto się tam wybrać na cały dwu- lub trzytygodniowy urlop, choć weekendowy city break w Chanii wcale nie jest złym pomysłem.

Nie trzeba zabierać przejściówek do wtyczek, w większości miejsc dogadamy się po angielsku, Wi-Fi jest zaskakująco dobre i dostępne w beach barach, restauracjach, a nawet na stacjach benzynowych. Ruch jest prawostronny. 

Kiedy, gdzie i jak?

Na Kretę latają z różnych miast zarówno Ryanair jak i Wizzair, więc przelot nie zrujnuje Waszej kieszeni.  My zdecydowaliśmy się z Wrocławia podjechać do Warszawy, bo raz - daty przelotów zgrały się z naszymi niewypalonymi maderowymi planami, a dwa - bo LOT zapodał dobrą promocję i za 500 polskich złotych od łba wyhaczyliśmy bezpośredni (3h) lot z bagażem rejestrowanym, a z Grecji warto przywieźć kilka rzeczy, ale o tym innym razem.

Do Chanii dolecieliśmy koło 10:00. Zaszaleliśmy i wynajęliśmy sobie Fiata 500 z otwieranym dachem :) Po przejrzeniu ofert głównych graczy na rynku wynajmu aut uznaliśmy, że jest dość drogo, więc rozejrzeliśmy się za mniejszymi firmami i to był strzał w dziesiątkę - niższe ceny, pełne ubezpieczenie w pakiecie i konsultanci bardziej otwarci na negocjację ceny. Skorzystaliśmy z Kalives Travel i byliśmy bardzo zadowoleni. Płatność gotówką, rachunek i zero podawania danych karty kredytowej w formularzu.

Chcieliśmy ten urlop spędzić aktywnie i rozglądaliśmy się za spaniem z dala od miejskiego zgiełku, ale w dobrym punkcie wypadowym. Padło na Atsipopoulo, a zadecydowała w dużej mierze świetna miejscówka Hary, którą znaleźliśmy na airbnb. No i fakt, że miasteczko to totalnie zachowując klimat odosobnienia i sielskości ma dobrą bazę gastronomiczną, kafejki, supermarket i naprawdę dobrą piekarnię, która jest czynna całą dobę. To wszystko kilka kilometrów od Rethymno, a więc na plażę udajemy się samochodem/skuterem, ale coś za coś - na uliczkach prawie sami lokalsi, cisza i spokój. Jeśli lubicie poczuć się jak miejscowi, to bardzo polecam dom Hary, ma Wi-Fi, klimę, cudowny wystrój, 3 tarasy i tawernę Ta Souvlakia tou Gagani serwującą świetne souvlaki tuż za rogiem. To wszystko w bardzo okazyjnej cenie.

Nasz urlop przypadł na przełom sierpnia i września i tak - było gorąco :)  z drugiej strony, to szczyt sezonu na kreteńskie figi i winogrona, woda w morzu jest ciepła, a na plażach i w samolotach mało dzieci, bo zaczyna się rok szkolny ;)  Najpiękniej jest ponoć w okresie Wielkanocy, kiedy wyspa jest bardziej zielona, a słońce mniej doskwiera. Myślę, że za rok, dwa przyjdzie nam to sprawdzić :)

Co warto zobaczyć?

Wszystko! Ale dużo zależy, czy lubicie poleżeć na plaży, pochodzić po górach, czy pozwiedzać sity UNESCO. Jeśli chcecie popróbować wszystkiego po trochu, to zapraszam do dalszej lektury.

Kreta oferuje bardzo dużo możliwości. Najwięcej atrakcji jest w zachodniej części wyspy. My wyjazd zaczęliśmy od rozpakowania walizek i relaksu, aby odreagować po nocnej jeździe do Warszawy i porannym locie, a żeby nie zmienić rytmu dnia. Podjechaliśmy na pobliską plażę Gerani. Nie znajdziecie jej w przewodnikach. Bardzo kameralne i ładne miejsce, z kamienistym, ale nie uciążliwym wejściem do czystej wody. Na małej plaży urzędują głównie miejscowi, wokół są jaskinie i urocza  kapliczka, a w tle gra muzyka z pobliskiej tawerny. Świetnie się sprawdzi na wieczorny chill po całodniowym zwiedzaniu.

Atsipopoulo, gdzie śpimy, jest usytuowane tak,  że większość atrakcji wyspy jest oddalona o dystans nie większy niż wymagający dwugodzinnej jazdy samochodem. Warto tu wspomnieć, że Kreteńczycy jeżdżą dość brawurowo i ponoć często po wpływem, więc warto być ostrożnym, ale większych przebojów nie mieliśmy. Natomiast byliśmy pozytywnie zaskoczeni tym, że praktycznie wszyscy kierowcy zjeżdżają na pobocze szybciej jadącym samochodom. Nowych aut jest mało, ludzie nie szpanują tu beemkami, samochody często są porysowane od parkowania, jest dużo pick-upów, auta mają zdecydowanie pełnić funkcję użytkową ;) 

Planując nasze wypady chcieliśmy zrobić "przeplatankę" dni spędzonych aktywnie z plażowymi i bardzo taki tryb polecam. Część atrakcji trekkingowych jest dość wymagająca, więc wskazany jest odpoczynek, aby się nie przeforsować, a i pięknych plaż jest cała mnogość do zobaczenia. Łączymy przyjemne z pożytecznym, a trasy są same w sobie przyjemnością, bo widoki po drodze często karzą choćby zwolnić, aby popodziwiać malownicze krajobrazy. Niestety, oznaczonych punktów widokowych, a co za tym idzie i parkingów, jest zdecydowanie za mało.

Krótko wspomnę też o miejscówkach, gdzie warto zjeść, ale szykuję osobny wpis tylko o kreteńskiej kuchni, która jest wspaniała i obok kuchni włoskiej i portugalskiej jest w ścisłej czołówce moich ulubionych. Do tego, naprawdę ciężko jest tu trafić na źle karmiące tawerny. Nam się nie udało ;) Czyż to nie wspaniałe?

Plaże

Pierwszą wycieczkę urządziliśmy sobie na jedną z najsłynniejszych plaż Krety - Elafonisi. Warto przyjechać tu wcześniej, aby zająć sobie leżaki z parasolem (koszt €10 za cały dzień) z widokiem na zatokę, a nie innych plażowiczów ;) Poranek jest też najlepszym momentem, aby nacieszyć się pięknem tego miejsca zanim się ono zapełni. Woda jest lazurowa, piasek jaśniutki i miałki, w tle widok na góry - to wszystko rzeczywiście zapiera dech w piersi. O 9 w sobotę ludzi było jeszcze bardzo mało, więc nie musicie się zrywać skoro świt.  Plaża jest słynna nie tylko przez swoją malowniczość, ale również przez różowy piasek, który przybiera taką barwę ze względu na pokruszone koralowce, które fale przyciągają na brzeg. Rozczaruję Was jednak, bo zdjęcia, które znajdziecie w internetach są w większości mocno podrasowane. Piasek przy brzegu owszem, jest różowy i dodaje miejscu uroku, ale nie jest tak intensywny jak można by oczekiwać. Niech Was to jednak nie zniechęca! Elafonisi jest przepiękna i jej miejsce w czołówkach rankingów najpiękniejszych plaż jest w pełni zasłużone. Dla rodziców nadmienię jeszcze, że plaża jest nad zatoką, więc jest stosunkowo płytko i nie ma fal.


***
Plażą, która skradła nasze serca jest zdecydowanie Preveli, gdzie byliśmy dwa razy. Z parkingu (€2) prowadzi do niej pieszy szlak z kamiennych schodów, który jest dość wymagający i w upale może być problematyczny dla osób starszych czy rodzin z dziećmi, ale jeśli się wahacie, bo jesteście leniuszkami, a nie ze względu na stan zdrowia, to od razu zaznaczam, że widoki, które natura serwuje nam po drodze rekompensują cały trud.
Dla pozostałych jest wejście na plażę z drugiej strony, nie ma już aż takich widoków, ale i tak jest pięknie. Preveli znajduje się na końcu wąwozu, którym płynie krystalicznie czysta, szmaragdowo zielona rzeka Megalopotamos przecinająca u ujścia piaskową plażę. Na jej brzegach rośnie piękny, gęsty gaj palmowy, co czyni to miejsce istnym rajem na ziemi. Kąpać się można i w morzu i w rzece, w której woda jest dużo chłodniejsza, więc można się orzeźwić po forsownym spacerze w dół i przed powrotem na parking ;) Na plaży żyją dzikie gęsi, których tropem udaliśmy się z ręcznikami w cień iglaków, bo jest to jedyna turystyczna plaża, gdzie nie ma parasoli i leżaków. Na miejscu jest za to mały bar, gdzie można coś przekąsić i zamówić kawę czy piwo. Za drugim razem, na Preveli udaliśmy się szlakiem spod tawerny Gefyra, gdzie możecie bardzo przyzwoicie zjeść po powrocie. Nazwa tawerny oznacza most i nie jest przypadkowa, bo zaraz przy wjeździe widzimy piękny kamienny most zbudowany przez mnichów, których klasztor jest oddalony o niecałe 4 kilometry od tawerny. Szlak prowadzi górą wzdłuż wąwozu, spacer zajmuje około godzinki i jest mało wymagający, a wąwóz i plaża prezentują się stąd nieziemsko! Nadmienię jednak, że szlak kończy się  przy naszych diabelskich schodach, żeby nie było, że nie ostrzegałam.


***

Falasarna jest jedną z najbardziej popularnych plaż Krety i nie bez powodu. Znajdziecie tutaj szeroką piaszczystą plażę i otwarty lazur morza, więc można popływać na falach i uprawiać różne sporty wodne - są tu prowadzone lekcje surfingu i można nurkować z butlą. Warto poszukać w necie przed wizytą, bo mogą obowiązywać wcześniejsze zapisy. Plaża jest usytuowana u podnóża gór, więc widoki gwarantowane, gdzie się nie obejrzycie. Falasarna jest po zachodniej stronie wyspy, więc warto zostać do wieczora i poobserwować jak gorące słońce chowa się za horyzontem malując niebo paletą barw. Komplety leżaków i parasole (€8 za zestaw na cały dzień) są własnością pobliskiego baru, więc można zamówić jedzenie siedząc na plaży, zjedliśmy tu bardzo smaczny gyros w picie (po €6,50 za porcję) nie ruszając się z leżaków. 


***

W przewodnikach znajdziecie, że punktem do odhaczenia jest plaża Stavros, gdzie kręcono słynną scenę tańca Greka Zorby. Plaża jest bardzo ładna, leżąc na piasku możemy podziwiać górę Vardies, wejście do wody jest łagodne i nie ma dużych fal. W porównaniu z innymi "przewodnikowymi" plażami wypada jednak dość blado, nie jest zbyt szeroka, jest mało parasoli i leżaków, a komplet kosztuje, bagatela, €25 nawet jeśli przyjedziecie o 16:00 tak, jak my, a i trasa nie jest zbyt widowiskowa. Polecam jednak krewetkowe saganaki i świeże ryby, które możecie zjeść w pobliskiej tawernie - Mama's Place. Niezobowiązująca atmosfera, wszędobylskie koty i widok na plażę pozwalają się zrelaksować i odpocząć po aktywnym dniu.

***

Jako zastępstwo wizyty na Stavros, polecam perełkę, którą odkryliśmy zupełnie przypadkiem szukając osłoniętej plaży w bardzo wietrzny dzień, bo na wielu wisiała czerwona flaga. Spilies, bo o niej mowa to mała plaża, na którą zjeżdżamy bezpośrednio z dwupasmówki prowadzącej z Rethymno do Heraklionu. Plaża jest krótka, bo wciśnięta między złote skały, ale szeroka. Na miejscu jest wybór leżaków - od €5 za zwykły komplet przez €7 za drewniane solidne leżaki z poduszkami do drewnianych loży również z solidnymi leżakami, a do tego słomianym dachem i zasłonami, które pomagają złapać więcej cienia i prywatności w cenie €20 za dzień. Do ostatniej opcji dorzucają butelkowaną wodę i talerz lodów jogurtowych z owocami. Ostatni cały dzień na Krecie spędziliśmy właśnie tam,  pochlipując nad wyjazdem znad talerza smażonych kalmarów, bo jedyna tutejsza tawerna całkiem dobrze karmi. Ostrzegam, że fale są tu spore nawet w bezwietrzny dzień i dość szybko jest głęboko. Ale jeśli umiecie pływać, to utrzymanie się na powierzchni nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku dzięki właśnie falom i dużemu zasoleniu wody. Z plaży startują też wypady nurkowania z butlą, o które można podpytać w knajpce.


***

Zupełnie wyjątkową plażą jest ta w szatańskiej zatoce. Seitan Limania beach, bo o niej mowa, to miejsce jedyne w swoim rodzaju - trasa, która tu prowadzi jest bardzo stroma i kręta, a do tego trzeba trzymać nogę na hamulcu, bo zewsząd wyskakują kozy. I nie są to płochliwe kozy, do których Kreta zdążyła nas przyzwyczaić - te skubańce wiedzą, że pewnie macie żarcie i potrafią stanąć na tylnych nogach, żeby zajrzeć przez okno do auta. Ale spokojnie, dają się miziać, a przekąskami z ręki częstują się bardzo delikatnie. 

Oddawać się kozim atrakcjom doradzam jednak na parkingu czy samej plaży, bo kręta droga + mizianie kózek może się nieciekawie skończyć. Parking jest darmowy, a dojście na plażę mimo, że dość strome to w akompaniamencie beczenia i pięknych widoków schodzi jak z bicza strzelił. Plaża jest wąska, wbita w skaliste wybrzeże, ma kształt błyskawicy, woda jest turkusowa jak nigdzie indziej, a śmiałkowie skaczą ze skał wprost do wody. W pobliżu zjecie świetne owoce morza (polecam zwłaszcza ośmiornicę), a dla fanów niespotykanych przekąsek wspomnę, że serwują tu między innymi świeże jeżowce, a wszystko to w Patrelantonis.

***


Kolejną z pięknych kreteńskich plaż jest z pewnością Triopetra, która swoją nazwę zawdzięcza trzem 
skałom wyłaniającym się z tafli wody. Sama trasa już sprawia, że jedziecie z nosem przy szybie (pozdrawiam innych szczęściarzy nie-kierowców ;) ), a po dotarciu ukazuje się nam bardzo szeroki otwarty krajobraz błękitu morza, wspomniane skały i szeroka piaszczysta plaża z knajpkami oferującymi leżaki i parasole gratis dla swoich klientów. Przed zacumowaniem, warto podjechać trochę wyżej dla wspaniałych krajobrazów, punkt widokowy jest dobrze oznaczony, co na Krecie jest nieczęste.

***

Punktem, którego nie może tutaj zabraknąć jest Balos, która jest w każdej broszurze i na każdej kreteńskiej widokówce. Nie dotrzecie tu raczej samochodem, bo jeśli nie wynajęliście auta 4x4, to większość najemców zastrzega, że możecie jechać wszędzie tylko nie na Balos. Ale spokojnie, dopłyniemy tu również promem. Koszt takiej całodniowej wycieczki to €25 za osobę, więc niemało, ale zapewniam, że atrakcje i widoki są warte każdego wydanego centa. Wypływaliśmy z portu w Kissamos i po półtorej godziny przyjemnego rejsu naszym oczom ukazał się ten widok:

Nie ma słów, którymi można to miejsce opisać, powiem, że po prostu zapiera dech. Mamy tu 3 godziny na plażowanie i zrobienie zdjęć (a zrobicie ich całą masę, zapewniam!). Do wynajęcia są tu rowery wodne ze zjeżdżalnią (flaming i łabędź), ale podczas naszej wizyty było zbyt wietrznie,  z czego wielką frajdę miało dwóch gości, którzy na pokład promu wzięli sprzęt do kite surfingu. Pomykali jak wściekli.


Po 3h powrót na prom nie oznacza jeszcze końca wycieczki, bo po kilku minutach wysiadamy na Gramvousie - niezamieszkanej wysepce z imponującym fortem, z którego widok na lagunę Balos jest najbardziej zjawiskowy, a która również może poszczycić się własną plażą i to nawet z zardzewiałym wrakiem statku wyrzuconym przez morze. Pstryk, pstryk! Mamy tu dwie godzinki na zwiedzanie i relaks. Z przydatnych informacji nadmienię, że na promie możemy się posilić i kupić napoje (również wyskokowe, w oszronionych kuflach!), a na Balos jest też mały bar, gdzie oferują kanapki, czy lody. Wszystkie bardziej turystyczne miasteczka oferują zorganizowane wycieczki, jeśli wolicie być oprowadzeni z przewodnikiem. Ja wolę poczytać o miejscu wcześniej, a później eksplorować we własnym tempie.

***

Nauczona doświadczeniem wspomnę, że planując wypady na plaże, warto sprawdzić prognozę pogody pod kątem wiatru i kiedy jest on naprawdę silny (średnia prędkość ok. 20km/h i więcej) lepiej jest spędzić dzień w mieście czy jednym z kreteńskich wąwozów, a przy średnich wiatrach (paręnaście km/h) wybrać plaże w zatoce. Nas przy pierwszej wizycie na Triopetrze tak pocięło piaskiem, że uciekaliśmy w popłochu.

Uff, trochę zajęło, żeby tu dobrnąć, co? Dla porządku i komfortu czytania ;) nasze górskie eskapady, miejskie wizyty i papu opiszę w oddzielnych postach.




Komentarze

  1. Bardzo pomocny wpis! Za rok wybieramy się na Kretę, także na pewno skorzystamy z Twoich wskazówek :) dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ☺️ mam nadzieję, że informacje się przydadzą. Będzie jeszcze post o górach i o jedzeniu, więc z góry zapraszam.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Przepis na drożdżowe bułeczki z owocami

Syrop z lilaka / fioletowego bzu

Ulubiony chleb żytni