Smak dzieciństwa - barszcz zabielany z tłuczonymi ziemniakami
Kiedy jest smutno, szaro za oknem, a w pracy same old stuff człowiek szuka pocieszenia we wspomnieniach, które z kolei często prowadzą nas do kuchni. Moim comfort food są głównie dania, które pamiętam z dzieciństwa, które gotowali ludzie mi bliscy i których zawsze przy okazji spotkania z taką potrawą wspominam. W moim absolutnym topie takich potraw jest zabielany barszcz Babci Heni, który podawała z gotowanymi ziemniakami okraszonymi podsmażoną cebulką. Babcia była osobą, od której nie można było wyjść z pustym brzuchem, więc wspominkowych dań z jej repertuaru jest w mojej pamięci od groma - kanapki z masłem, szynką i ćwikłą, bitki wołowe w szarym sosie z rodzynkami, malinowy sok ze słoika, czy kruche drożdżowe rogaliki z nadzieniem to tylko kilka z nich, a jednak najbardziej zawsze wspominam ten barszcz. Nie mam jej przepisu, głupia nigdy nie pomyślałam, żeby spytać, a teraz jest już za późno.
- cztery duże buraczki
- szklanka zakwasu buraczanego*
- kawałek korzenia selera
- trzy spore marchewki
- jedna średnia cebula
- jeden korzeń pietruszki
- 4 liście laurowe
- 4 ziarna ziela angielskiego
- 8 ziarenek pieprzu
- sól do smaku
- łyżeczka mielonej kozieradki
- kubek kwaśnej śmietany 18%
- kilka łyżek oleju
- łyżka masła
Do podania:
- ugniecione z łyżką masła ziemniaki
- podsmażona na maśle cebulka
- koperek
Wszystkie warzywa dokładnie myję, a piekarnik rozgrzewam do 180 stopni na funkcji góra-dół. Każdego buraczka wraz ze skórką zawijam szczelnie w folię aluminiową błyszczącą stroną do wewnątrz i piekę do miękkości, czyli aż widelec gładko przebije miąższ do końca ząbków. Zajmie to około godziny do dwóch dla wyjątkowo dużych buraków. Kiedy te się pieką, obieram pozostałe warzywa, a w garnku rozgrzewam olej. Na gorący wkładam przekrojoną na pół cebulę i całą włoszczyznę. Na małym ogniu dokładnie zrumieniam wszystkie składniki z każdej strony, pod koniec dodaję łyżkę masła i zalewam całość wodą. Gotuję na małym ogniu wraz z przyprawami aż warzywa dobrze zmiękną, a bulion nabierze esencjonalności.
Gdy buraczki się upieką, odwijam je z folii i zostawiam do ostudzenia. Szaruga ma taki atut, że można je wystawić na parapet i stygną dużo szybciej :) Zimne buraczki trę na tarce na grubych oczkach, z bulionu wyławiam warzywa, a dodaję buraki i zakwas. Doprawiam do smaku solą i gotuję około 15 minut, aby buraki oddały cały sok. Jeśli lubicie włoszczyznę w barszczu, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ją zostawić pokrojoną w plasterki, ale ja barszcz lubię tylko z buraczkami, a i moje pieski cieszą się z gotowanych marchewek - taki mały win-win ;) Po 15 minutach gotowania zabielamy zupę śmietaną - śmietanę przekładamy do miski, w której nie zajmie więcej niż połowę objętości. Do śmietany dolewamy dwie chochle barszczu i szybko mieszamy rózgą kuchenną, żeby rozbić wszystkie grudki. To samo powtarzamy z kolejnymi dwoma chochlami zupy i wlewamy do gotującej się zupy, czekamy aż ta się zagotuje i voila! - zupa gotowa.
Barszcz podajemy z tłuczonymi ziemniakami polanymi okrasą i posypanymi koperkiem. Są dwie szkoły - w jednej ziemniaki lądują razem z zupą w jednym talerzu, w drugiej na talerzyku obok. Ja jestem w tej pierwszej, oczywiście jedynej właściwej grupie ;)
*zakwas możecie dodać kupiony w sklepie, a możecie też zrobić swój. Potrzeba do tego trochę czasu, ale ja zawsze robię zapas i potem zużywam według potrzeb. Do czystych słoików wrzucamy pokrojone w kawałki buraki, ziarna pieprzu, gałązkę rozmarynu (niekoniecznie), kilka ząbków czosnku i zalewamy solanką zrobioną w proporcji jedna łyżka soli kamiennej na litr przegotowanej zimnej wody. Ważne, aby woda całkowicie przykryła w słoiku buraki, bo jeśli kawałki będą wystawać, to zakwas spleśnieje. Słoiki zamykamy szczelnie i odstawiamy w ciemne miejsce, ale nie do lodówki. Zakwas jest gotowy do użytku po około tygodniu.


Komentarze
Prześlij komentarz