Fasolka szparagowa inaczej i pochwała sezonowej kuchni
Jedzenie sezonowe rządzi. Nic tak nie wpasowuje się w maj jak szparagi i młoda kapusta z koperkiem, czy truskawki i groszek cukrowy w czerwiec. Smak i zapach tych dobroci przywołują wspomnienia i pomagają wczuć się w wakacyjny klimat. Ech, dużo bym dała za 2 miesiące wakacji jak za dzieciaka.
Obecnie na sezonowych stołach króluje fasolka szparagowa. Wiadomo, najlepiej wchodzi z bułką tartą na maśle w towarzystwie młodych ziemniaków i sadzonego jaja. Jeśli jednak czasem chcecie małej odskoczni od klasyki, bardzo polecam dzisiejszą sałatkę. Robi się ją szybko, bo wszystkie dodatki przygotujecie w czasie gotowania fasolki, która jest tu sezonową królową dania. Ja użyłam odmiany mamut, ale z klasyczną szparagową sałatka jest równie pyszna. Świetnie nadaje się też do lunch boxa do szkoły lub pracy albo na wypad nad jezioro czy do lasu.
Co jest ważne, to jakość składników. Trochę ubolewam nad wszechobecnymi podróbkami jakościowych produktów: olejami z 3% domieszką oliwy droższe od normalnych o kilka ładnych złotych, czy podróbkami sera feta, który w dyskontach można dostać w podobnej, a czasem nawet niższej cenie niż „firmowe” sery solankowe. Często sądząc, że oszczędzamy dopłacamy do interesu i przy okazji psujemy dobre danie. Przecież oliwy ani octu nie leje się do dania strumieniami, butelka wystarcza na długo a jakość, smak i zapach są nieporównywalne.
Włosi mają swoją cucina povera, czyli dosłownie kuchnię biedaków, i czarują z podstawowych składników magiczne dania znane na całym świecie. U nas najbardziej patrzy się na jakość mięsa, w firmowych sklepach mięsnych zawsze jest kolejka, a inne składniki są często traktowane po macoszemu. W restauracji z polską kuchnią, jeśli są pierogi, to zazwyczaj wymyślne np. z kaczką, polędwiczki zamiast kotleta czy wszechobecny krem z pomidorów. Swojskie ruskie, mielony czy szczawiowa kojarzą się bardziej z barem mlecznym niż z jedzeniem które zamówilibyśmy w niedzielę na mieście, podczas gdy nie przeszkadza nam już pałaszowanie prostego mącznego placka z sosem pomidorowym i serem czy spaghetti z boczkiem i żółtkiem. A to przecież żurek czy mizeria przenoszą nas do kuchni babć, a nie papardelle al ragu. Dlatego w moim przypadku fasolka z bułką wygrywa ten sparing i to w przedbiegach, choć sałatka żadnym Najmanem nie jest i też bardzo ją polecam J Oba dania łączy miłość do naszej biednej polskiej fasolki szparagowej.
Nastawiamy duży garnek nieosolonej wody do gotowania fasolki (słona woda dłużej się gotuje). Na rozgrzanej patelni, często mieszając prażymy bez tłuszczu ziarna słonecznika aż się zarumienią, wsypujemy do miski na sałatkę, a na patelnię wrzucamy sezam i też prażymy do zezłocenia, wsypujemy do słonecznika. Pomidory obieramy ze skórki i albo siekamy drobno albo ścieramy na tarce na pulpę. Dodajemy do ziaren. W międzyczasie hojnie solimy wodę i gotujemy fasolkę do miękkości.
Łączymy oliwę, ocet, miód, czosnek i oregano z kilkoma łyżkami zimnej wody – ja lubię to robić w zakręconym słoiku, sos się dzięki temu dobrze emulguje i ma jednolitą konsystencję. Ugotowaną fasolkę odcedzamy, przekładamy do świeżej, zimnej miski i czekamy aż chwilę ostygnie. Można ten proces przyspieszyć wkładając miskę do zlewu z zimną wodą i/lub kostkami lodu.
Ostudzona fasolkę wkładamy do miski z ziarnami i pomidorową pulpą, polewamy sosem, wkruszamy fetę i mieszamy. Sałatkę można przyozdobić świeżymi ziołami, np. tymiankiem.



Komentarze
Prześlij komentarz