Kania po koreańsku - KFK

W tym roku sezon na kanie, to jakaś petarda – rosną wszędzie i w zatrważających ilościach 😉 Czy to w lesie, czy na spacerze z psiutami po „naszej” łące wyhaczam wzrokiem białe główki praktycznie każdego ranka. W moich rodzinnych lasach – w Górach Sowich sowy, bo tak nazywaliśmy kanie, to był delikates. Tu, gdzie teraz mieszkam kanie to najbardziej rozpowszechniony grzyb, więc jak widzę takie mniejsze, zostawiam je albo do rozwinięcia i zbieram kolejnego dnia, albo dla innych spacerowych grzybiarzy 😊

Za dzieciaka to było nie do pomyślenia. Chodziliśmy z tatą na grzyby kilka razy w roku i cieszyliśmy się z każdego znaleziska. Nie mieliśmy swoich miejsc, chodziliśmy po górach i czasem, po kilkugodzinnej wyprawie wracaliśmy z ilością „na sosik”, a czasem zostawało jeszcze trochę do ususzenia na świąteczny bigos. Nie ilość decydowała o zadowoleniu z wyprawy, a sam fakt przebywania w lesie i szukania skarbów. Żadna kanapka nie smakuje tak, jak ta zjedzona na pniaku gdzieś w kniejach. Dziś z Radkiem często udaje nam się zebrać pełny kosz i dalej każdy grzyb cieszy tak samo. Szkoda tylko, że w pobliskich lasach nie pląta się żaden muflon. Nie to, co w Sowich 😊 Ale kanapki i herbata w termosie smakują, jak dawniej. I jajka na twardo też 😃



Kanie czyścimy, oddzielamy nóżki i dzielimy kapelusze na 8 trójkątów każdy – jak pizzę. Do jedenej miski wsypujemy mąkę ziemniaczaną, do drugiej pszenną zmieszaną z kurkumą, a do trzeciej jajka rozbełtane z resztą przypraw i solą (ja daję czubatą łyżeczkę). Rozgrzewamy patelnię i wlewamy olej, około 1,5cm warstwę. Jak będzie gorący, smażymy kanie po panierowaniu: najpierw w mące ziemniaczanej, potem w jajku i na końcu w mące pszennej. Usmażone odkładamy na papierowy ręcznik. 

Teraz czas na sos. Siekamy czosnek i białą część dymki i podsmażamy je na odrobinie tłuszczu w dużym garnku. Dodajemy koncentrat, przyprawy, sos sojowy i trochę wody dla rozrzedzenia sosu do konsystencji gęstej śmietany. Wyłączamy palnik i do sosu dodajemy usmażone kanie/boczniaki/kurczaka. Całość dokładnie mieszamy. Podajemy z białym ryżem, posypane prażonym sezamem i zieloną częścią dymki, z kimchi smakuje najlepiej, ale inne surówki też będą pasować.

Jeśli zostanie wam kani, na drugi dzień możecie zaplanować pyszne kanapki z maślanej bułki z kaniami w sosie, świeżym ogórkiem i jajkiem sadzonym. Polecam!

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Przepis na drożdżowe bułeczki z owocami

Syrop z lilaka / fioletowego bzu

Ulubiony chleb żytni