Rozgrzewający krem dyniowy
Chyba już przyszła. Szybko i niespodziewanie, praktycznie z dnia na dzień. W tym roku jesień zaskoczyła wszystkich. Z upałów i słoneczka w tydzień temperatury spadły do jednocyfrowych, a deszcz siąpi praktycznie codziennie. Wiadomo, polska jesień jest złota i piękna (i mimozami się zaczyna 😊), ale jednak kiedy wpadamy tak szybko w pluchę i zimno po lecie, to można dostać chandry. Kiedy pogoda jest ładna, a drzewa kolorowe, to jesienna garderoba schowana do szafy aż się prosi o spacer. Jednak, gdy jest szaro i coraz szybciej robi się ciemno chętniej zostajemy w środku i sięgamy po kubek gorącej czekolady czy herbaty. Człowiekowi chce się intensywnych smaków i aromatów. Jesień kulinarnie jest świetna: kolorowa, ciągle sezonowa i rozgrzewająca. Talerz zupy świetnie się wpisuje w ten skarpetkowo-szalikowy klimat, a już dyniowa zupa, to hit sezonu - kolorystycznie, smakowo i zapachowo.
Krem dyniowy nie jest łatwą zupą i przyznam, że długo za nim nie przepadałam. Łatwo o mdły smak i przytłaczającą słodycz - potrzeba wyrazistych dodatków i balansu smaków. Podałam ilość przypraw, jakiej ja użyłam, ale każdy musi sobie dopasować do swoich preferencji - ja lubię pikantny i mocno słony krem.
Do zupy dyniowej średnio nadają się mączne odmiany dyni - raczej nie polecam tu hokkaido, a właśnie dynię olbrzymią, piżmową, czy prowansalską. W składnikach nie podałam tłuszczu, który będzie nam potrzebny do zupy, bo w zależności od tego jakiego użyjemy, uzyskamy inny charakter dania. Tłuszcz jest przewodnikiem smaku i w tym przepisie jest kluczowy, więc nie wystraszcie się, ale będzie nam go potrzeba 1/2 do 2/3 szklanki. Zupy nie gotujemy na mięsie, więc nie jest to większa ilość tłuszczu niż ląduje w żurku, czy już na pewno w rosole - więc bez obaw. Jeśli użyjecie oleju kokosowego, podkreślicie orientalny smak potrawy, jeśli oliwy z oliwek, dodacie pikantności. Ja polecam tu klarowane masło, który z dynią tworzy otulający smakowy duet. Zapraszam do przepisu.
Piekarnik rozgrzewamy do 200 stopni na funkcji góra-dół. Dynię przekrawamy na pół i wydrążamy pestki. Pieczemy do miękkości (czyli aż widelec wejdzie jak w masło ;)) w głębokiej blaszce, bo dynia puści sok, który wykorzystamy do zupy. Piekarnik przestawiamy na termoobieg, drugą blaszkę wykładamy papierem i wysypujemy odcedzoną uprzednio cieciorkę. Pieczemy 10-15 minut aż wyschnie, wyjmujemy, piekarnik zmieniamy na grill, a cieciorkę mieszamy z solą, łyżką płatków chili i łyżką oleju. Grillujemy jeszcze około 10 minut, mieszając całość szpatułką raz lub dwa w trakcie. Odstawiamy.
Seler, pietruszkę i cebule obieramy ze skórki i kroimy w grubsze kawałki. W dużym garnku podgrzewamy tłuszcz, wkładamy warzywa i podsmażamy na złoto. W międzyczasie oddzielamy dynię od skóry łyżką zachowując na blaszce całe soki, które z niej wypłyną. Do podsmażonych warzyw dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, łyżkę chili i tikka masalę i smażymy jeszcze 1-2 minuty. Zalewamy całość wodą z pieczenia dyni i gotujemy aż warzywa porządnie zmiękną. Dodajemy dynię, mleko kokosowe, sól i kozieradkę. Gotujemy jeszcze chwilę, po czym zupę miksujemy na krem.
Podajemy z kleksem śmietany lub jogurtu, posypaną cieciorką. Świetnie tu też pasują zioła. Ja dodałam posiekane z miętą oregano, ale zupa jest też pyszna ze szczypiorkiem, czy natką kolendry. Wychodzi solidny gar, ale nie ma co narzekać - w zimny wieczór można zamiast herbaty popijać gorący krem z kubka.

Komentarze
Prześlij komentarz