Kreta - przewodnik dla aktywnych
"clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em; text-align: center;">
Tak, jak obiecałam w pierwszym poście, postaram się jak najlepiej opisać miejscówki dla osób, które lubią aktywny wypoczynek. Kreta pośród stricte turystycznych destynacji błyszczy tu jak najprawdziwszy brylant. Ba! Jeśli czytaliście poprzedni, plażowy, post to widzieliście już, że nawet trasa na plażę może być świetnym trekkingowym szlakiem. Zachęcam do zajrzenia do poprzedniego wpisu, a dla swojej i, mam nadzieję, Waszej przyjemności wrzucam jeszcze kilka fotek z Preveli, bo to o tej plaży mowa:
O nowych miejscówkach zacznę z grubej rury, bo po wizycie na plaży w pierwszy dzień naszego urlopu, w drugi udaliśmy się zdobyć najwyższy szczyt Krety - górę Ida (2456m) w paśmie Psiloritis. Starożytna legenda głosi, że to właśnie tu po urodzeniu Rea schowała Zeusa przed jego ojcem. Wyrocznia przepowiedziała Kronosowi, że jego dziecko odbierze mu władzę, więc wszystkie noworodki od razu zjadał. Po urodzeniu Zeusa, Rea podała mężowi kamień owinięty w pieluchy, a Zeusa wywiozła do jaskini daleko w górach, gdzie miała go wychować... koza Amaltea :) Być może prababka którejś z tych:
Trasa na tę mityczną górę nie jest bardzo wymagająca, prowadzi na nią kamienny szlak, przez większość długości ułożony ludzką ręką w skalisty schodo-chodnik i w sumie liczy trochę ponad 10 km. Wejście spokojnym tempem z dość częstymi przystankami na odpoczynek i podziwianie widoków zajęło nam trzy godziny, a zejście niecałe dwie. Na górze dość mocno wieje, więc nawet w upalny dzień warto spakować bluzę, do tego wiadomo: wodę, prowiant i koniecznie krem z wysokim filtrem SPF.
Po niewiele ponad półgodzinnej trasie autem z Atsipopoulo, wyruszamy pieszo z parkingu Lakkos Migerou. Jest jeszcze alternatywna trasa, ale dłuższa i bardziej wymagająca, więc może następnym razem ;) Początek szlaku poza sezonem jest pewnie bardziej zielony, końcem sierpnia jest dość sucho i żółto, cierniste krzaki mogą lekko podrapać nam nogi, więc warto uważać, a w powietrzu unosi się zapach tymianku, który rośnie tu dziko i z którego kreteńskie pszczoły wyrabiają wyborny miód. Napotykamy tu też stado kóz, które chowają się w cieniu nielicznych wyższych skał. Im wyżej, tym jest ich mniej i ciężej o cień, więc przypomnę jeszcze raz: spakujcie zapas wody!
Z dołu nie widać szczytu, ale oddalający się parking jest dobrym odnośnikiem długości trasy jaką pokonaliśmy, bo widać go przez dłuższą część szlaku. Widoki są malownicze, po pokonaniu trochę ponad połowy drogi na szczyt, Waszym oczom ukaże się wybrzeże i lazurowe morze, co motywuje do dalszej wspinaczki. Nie będę się rozpisywać jak wyglądała nasza wycieczka, bo lepiej zrobią to zdjęcia. Na szczycie jest kapliczka i dzwon, którym możemy otoczeniu obwieścić nasz sukces wspięcia się na najwyższą górę Krety.
***
Kolejnymi podpunktami wpisu będą głównie wąwozy, których na Krecie są dziesiątki i naprawdę ciężko wybrać, który zrobił na nas największe wrażenie. Tym razem darowaliśmy sobie dwa najsłynniejsze z nich czyli Samarię i Imbros, bo w sierpniu jest tam sucho i gorąco, więc są wciąż na liście do odhaczenia kiedy wrócimy na Kretę wiosną.
***
Po upalnych dniach na plaży, wybieramy wąwóz, który jest zawsze zielony i nawet w czasie suszy, płynie nim woda. Chodzi o Mili Gorge, który jest mało wymagający i oferuje niespotykane atrakcje, a więc nadaje się też dla rodzin z dziećmi. Wąwóz jest zlokalizowany tylko kilka kilometrów od Rethymno, więc nie musieliśmy się zrywać rano. Ma tylko 4 kilometry długości, więc spokojnym spacerem możemy się z nim uporać w dwie godzinki z postojem w lokalnej tawernie.
Sama historia wąwozu jest niezwykle ciekawa. Kreta przez długi czas była częścią Republiki Weneckiej, kiedy to właśnie wąwóz zabudowano ponad trzydziestoma młynami, które zaopatrywały w mąkę cały region. Wioska prosperowała bardzo dobrze aż do lat 70. XX wieku, kiedy ostatni mieszkaniec opuścił to miejsce, a więc mamy połączenie kultury z naturą w jednym. Idąc w dół szlaku zaczynamy w knajpce z widokiem na wąwóz, a spacer kończymy na dole w tawernie, gdzie podają pyszny grecki jogurt z miodem i owocami. Jest tu też mała ferma bananowców.
Po drodze, świetną atrakcją są naturalnie powstałe niecki wody na strumieniach, w których można się orzeźwić. Płynie tu krystalicznie czysta woda i jest dużo cienia, więc można się wybrać nawet w najbardziej upalne dni. Co więcej, cień dają często granatowce i figowce, a więc w sezonie można popróbować ich owoców. Znajdziemy tu też kapliczki, w których można zapalić świeczki z wosku pszczelego w wybranej intencji. Ogólnie na Krecie jest wiele miejsc kultu, ale są mocno odmienne od barokowego przepychu większości podobnych miejsc w Europie. Kapliczki są często bardzo surowe, z kamienia, umiejscowione w najbardziej odległych miejscach, gdzie można się oddać chwili zadumy i przenieść w czasie bez względu na wyznanie czy jego brak.
***
Zupełnie wyjątkowym wąwozem jest również wąwóz świętego Antoniego znany też jako Gorge of Patsos, który znajduje się około 20km od Rehtymno. Wyprawę właśnie tam polecam wszystkim lubiącym przygody, bo mamy tu wspinanie się po drabinach, liny przy bardziej stromych podejściach, czy wąskich półkach skalnych. Nie jest to na pewno wyprawa dla rodziców z małymi dziećmi, ale jeśli macie trochę starsze dzieciaki, które pomykają w parkach linowych, to będziecie zachwyceni.
Dojazd planujemy kierując się na tawernę Drimos, gdzie można zostawić samochód. Na samym początku wyprawy znajdziecie kapliczkę świętego Anotniego, która jest wbudowana w naturalną grotę. Co jeszcze odróżnia ją od tradycyjnych kapliczek to fakt, że zostawia się tutaj swoje życzenia do lokalnego patrona. Są długopisy, karteczki i skrzynka. Niestety, wielu turystów wciska swoje bileciki w zakamarki jaskini. Może to daje ciekawy efekt wizualny, ale na pewno generuje też masę śmieci. O czym również warto wspomnieć, to fakt, że wąwóz był traktowany jako miejsce kultu długo przed nastaniem chrześcijaństwa. Do tej pory jest miejscem wykopalisk, a znaleziska sięgają czasów minojskich.
Wąwóz jest bardzo malowniczy, wąski, a wysoki, patrząc w górę widzimy "drogę" z nieba między dwoma ścianami, po której latają drapieżne ptaki. Jest dużo cienia, więc można wybrać się tam w upalny dzień, bo dzięki skałom na wielu odcinkach jest chłodno. Po drodze jest też wodospad. Cała wyprawa (3km) zajęła nam prawie cztery godziny, ale nie śpieszyliśmy się zbytnio, jak to my. Bardzo polecam ten wąwóz. Jest bogaty w roślinność w tym imponujące platany, w ścianach skalnych są liczne jaskinie, spotkamy tu kozy, różne gatunki ptaków i jaszczurek.
Można nadłożyć drogi i po jeszcze około godzince dojść do jeziora na zaporze Potami.
***
Wahałam się, w który wpis wcisnąć naszą wizytę nad jeziorem Kournas, bo to i woda i góry. Wylądował tutaj, bo jezioro znajduje się na liście natura 2000, więc nie ma tu tradycyjnej plaży, ale zakazu kąpieli nie ma. Zaraz przy wejściu na jezioro można wypożyczyć rower wodny za €8 za godzinę i cieszyć się turkusową, czystą wodą i górskimi widokami wokół. Ponoć mieszkają tu żółwie wodne, ale niestety nie udało nam się żadnego wypatrzyć. Jest dużo ptactwa wodnego, wszelki łabędzie, łyski i kaczki. Na jednym z brzegów wyhaczyliśmy przechadzającego się pawia :) do tej pory nie mamy pojęcia skąd się tam wziął.
***
Nawiążę jeszcze do Preveli, bo sama trasa z Atsipopoulo zapiera dech. Co chwila zatrzymywaliśmy naszego fiacika, żeby zrobić zdjęcia. Trzeba na Krecie z tym uważać, bo wyznaczonych punktów widokowych jest niestety bardzo mało, a przez górzysty teren nie można prakować "na dziko", bo drogi sąbardzo kręte, więc jest po prostu niebezpiecznie. Jedno z miejsc, o których nie doczytaliśmy na blogach i w przewodnikach jest wąwóz Kourtaliotiko, ale na szczęście przy trasie do Preveli jest dobrze oznaczony i jest nawet parking specjalnie po to, żeby można było zejść popodziwiać widoki.
Kourtala po grecku oznacza hałas i właśnie tajemniczym, klaszczącym dźwiękom wąwóz zawdzięcza swoją nazwę. W wietrzne dni jest tu tak silny wiatr, że w wysoko położonych jaskiniach wąwozu przekracza barierę dźwięku wydając klaszczący hałas. My byliśmy tu w bezwietrzny dzień, więc stety-niestety, nie udało nam się doświadczyć tego zjawiska, ale dzięki spokojnej, słonecznej pogodzie widzieliśmy kozice na półkach skalnych, jak skubane nie spadają - nie mam pojęcia. Spróbujcie je wypatrzyć na zdjęciu obok.
Jest tu oczywiście kapliczka, ale i wodospad. Do obu prowadzi bardzo ładny kamienny chodnik. Co prawda jest dużo schodów, ale szlak jest do pokonania dla każdego. Można stąd dojść pieszo na plażę w Preveli, ale jest to długa i ponoć nie najłatwiejsza trasa.
***
Mam nadzieję, że wpis Wam się przyda. W kolejce czeka jeszcze jeden w cyklu kreteńskim ;) - o papu, czyli co i gdzie warto na Krecie zjeść.


Komentarze
Prześlij komentarz